Deprecated: iconv_set_encoding(): Use of iconv.internal_encoding is deprecated in /libraries/joomla/string/string.php on line 28

Deprecated: iconv_set_encoding(): Use of iconv.input_encoding is deprecated in /libraries/joomla/string/string.php on line 29

Deprecated: iconv_set_encoding(): Use of iconv.output_encoding is deprecated in /libraries/joomla/string/string.php on line 30
Kabanos - zespół taki sam, jak żaden - Dramat Współczesny (2014) - teksty

Strict Standards: Only variables should be assigned by reference in /modules/mod_rquotes/tmpl/textfile.php on line 3

A wszystkie baby wrzeszczą swe sadła wyśmiewając jej dziwadła, a każda jedna dawno z konia swego spadła


Strict Standards: Only variables should be assigned by reference in /modules/mod_cookiesaccept/mod_cookiesaccept.php on line 24

UWAGA! Ta strona używa cookies i podobnych technologii. Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.
"Informacje o plikach cookies".


Strict Standards: Declaration of JParameter::loadSetupFile() should be compatible with JRegistry::loadSetupFile() in /libraries/joomla/html/parameter.php on line 0

Strict Standards: Only variables should be assigned by reference in /plugins/content/mavikthumbnails/mavikthumbnails.php on line 225

Dramat Współczesny (2014) - teksty

Lista utworów

  1. "Kompost" – 4:30
  2. "Melancholia" – 6:30
  3. "Szarlatan" – 4:15
  4. "Czary Mary" – 6:02
  5. "Auta Aleksa" – 4:04
  6. "Trupy" – 4:03
  7. "Brzydota" – 4:15
  8. "Na Chama" – 3:40
  9. "Snob" – 3:19
  10. "Amore Mio" – 4:16
  11. "Serce" – 4:27
  12. "Paznokcie" – 4:48

Kompost

Nie moja sprawa
Czernieją i gniją x3

Na kompost wyrzucić precz

Za dużo kwasu by owoce mogły rosnąć
tu na tej ziemi nawet szczawy nie wyrosną
Za dużo kwasu by kwiauszki mogły kwitnąć
Tu na tej glebie ferment korzenie przeniknął

Nie pozwól ropieć ranom
Gdy poliżą Cię kolce
Nie zapuszczaj korzeni
Tu nie jest twoje miejsce

Jedno jedyne jabłko
Nie robaczywe leży
W koszu pogniłych jabłek
Wytraca soki świeże

Wytrzymaj to
Wytrzymaj

Nie moja sprawa
Czernieją i gniją x3

Na kompost wyrzucić precz


Za dużo kwasu by owoce mogły rosnąć
tu na tej ziemi nawet szczawy nie wyrosną
Za dużo kwasu by kwiauszki mogły kwitnąć
Tu na tej glebie ferment korzenie przeniknął

Wytrzymaj to
Wytrzymaj to
Jeszcze rozkwitniesz gdzieś
Odnajdę Cię
Znajdziemy się
I stąd zabiorę Cię

Na kompost wyrzucić precz

Melancholia

W deszczu wszystkie łzy, zleją się, nie odróżnisz ich
Spłynie cały ból, kałużami cicho w dół

Nie mam już nic x2
Powiedz mi, czemu pukasz znowu do mych drzwi?
Czemu ja? Nie mam nic, co mógłbyś zabrać mi

Niech sobie leje deszcz
Bo przecież musi gdzieś
A niebo pełne chmur
Oznacza słońca kres

Wszystko, co we mnie, jest obok mnie
Nic mnie tu nie dotyczy
Wszystko, co dotkniesz we mnie, poruszy rzekę ciszy
Nie ma mnie w twej przestrzeni
Nie mogę tego zmienić

Te czarne chmury zasłoniły mnie

I czuję coraz mniej powietrza w moich snach
Gdzie zimna róża pachnie jak gorący piach
I patrzę w dal, a tam nie widzę dla mnie nic
Ja nie chcę trwać, ja pragnę, pragnę żyć

Z całego serca pragnę żyć
I chcę być tutaj, chcę tu być

W deszczu wszystkie łzy, zleją się, nie odróżnisz ich
Spłynie cały ból, kałużami cicho w dół

Powiedz mi, czemu pukasz znowu do mych drzwi?
Czemu ja? Nie mam nic, co mógłbym oddać Ci

Niech sobie leje deszcz
Bo przecież musi gdzieś
Niech niebo pełne chmur
Słońcem zaleje się
Niech te kałuże łez
Wysuszą w świetle się

Ta wielka burza nie utrzyma się do końca
Najciemniej zawsze będzie tuż przed wschodem słońca

Hej Ty, widzisz jak się łamią silne drzewa
Takie potężne, a bezduszny wiatr z nimi wygrywa
I zawsze z burzą przyjdzie wielkie ochłodzenie
I zawsze po tej burzy z tęczą ocieplenie

Szarlatan

Fałsz w tobie jest
Podajesz rękę, w drugiej chowasz nóż
Chcesz skrzywdzić mnie
Wykorzystujesz moją słabość, ja wiem
To wszystko pomoże wam
Nie daję wiary, nie uwierzę już ci
Byłeś pewien, że masz już mnie
Tak myślałeś? To żeś myślał źle

Uwolnię się sam
Uwolnię
Uwolnię się sam
Uwolnię się

Udawaj kogo chcesz
Ja znam prawdziwe imię twe

Szarlatan x3

Czarujesz ich, ale nie masz mnie
Nie dla ciebie smak mojej krwi
Nie dla ciebie reszta mych dni
Nie dla ciebie dom, w którym śpię
I nie dla mnie to, co oferujesz mi

Jad sączy się
Niech przypomina o naturze twej
Sam winię się
Bo pozwoliłem na zbyt dużo, ja wiem
To wszystko pomoże wam
Skaziłeś wodę, którą piłem do dna
Byłeś pewien, że masz już mnie
Tak myślałeś? To myliłeś się

Uwolnię się sam
Uwolnię
Uwolnię się sam
Uwolnię się

Udawaj kogo chcesz
Ja znam prawdziwe imię twe

Szarlatan x3

Czarujesz ich, ale nie masz mnie
Nie dla ciebie smak mojej krwi
Nie dla ciebie reszta mych dni
Nie dla ciebie dom, w którym śpię
I nie dla mnie to, co oferujesz mi

I czasem znów chcę trucizny twej
I czasem znów chcę leżeć przy Tobie
I czasem znów chcę ukoić ból
I wierzyć, że ty mi pomożesz
I potem znowu grzejesz mi krew
I potem znowu jasno nie myślę
Ale to wszystko szkodliwe jest
I tej trucizny trzeba pozbyć się

Uwolnię się sam
Uwolnię x2

Uwolnię się

Szarlatan x3

Czary Mary

Cicho sza, ach cóż to za czar
Mam w środku dla ciebie mej miłości dar
Może coś, może z nieba ktoś
Zapragnął bym ja właśnie tobie to dał

A to nuż
Pokrewieństwo dusz
Stara moc
Co spaja nasz los

Może prąd, który płynie w nas
Wiązał się już niejeden raz
Może Hindusi nie mylą się
W innym życiu już widziałem cię
Poznałem cię

Cicho sza, ach cóż to za woń
Koi me nozdrza jej zapachu toń
Co za czar, podajcie mi tlen
Uśmiech jej szczery zamienia noc w dzień

A to nuż
Pokrewieństwo dusz
Stara moc
Co spaja nasz los

Może prąd, który płynie w nas
Wiązał się już niejeden raz
Może Hindusi nie mylą się
W innym życiu już widziałem cię
Poznałem cię

Cicho sza, nadchodzi zmrok
Ty odpłyniesz dalej niż sięga mój wzrok
Schowam cię
W fantazjach i snach, gdzie wolna jest miłość i nie płynie czas

Co to jest? Skąd ten czar?
Skąd się wzięła miłość, skąd ten piękny dar?
Tak pociąga nas magnetyzm ciał
On przyspawać aż do śmierci dwoje chciał

Ja nie odpuszczę cię,
Ja cię nie puszczę,
Ja nie odpuszczę

Płynie krew, morze krwi
A w niej dopamina i hormony płci
To psychoza maniakalna jest
Że z tysiąca kobiet pragnę tylko cię

Ja nie odpuszczę cię,
Ja cię nie puszczę,
Ja nie odpuszczę

Tyle już uczuć wyciekło zeń
Nie wie już sam, to tylko sen

Auta Aleksa

Jesteś tu, ale nie ma cię
Wyciągam rękę, lecz nie mogę dotknąć cię
Stoisz tu, ale nie ma cię
Słuchasz mych słów, lecz nie możesz słyszeć mnie

Jesteś tu, ale nie ma cię
Mijamy się
Przechodzisz obok lecz nie widzisz wcale mnie
Stoisz tu, nie słyszysz, że
Ktoś głośno woła cię
Jesteś za ścianą, ja nie mogę przebić się

Kochanie
Nie widzisz gwiazd, które ja zawiesiłem na niebie
dla ciebie

Kochanie, wiem, że
Tam w środku mnie czujesz
Tam w środku nosisz iskrę
Nie chcę zgasić jej

Gdy zburzę ścianę to te ciężkie cegły zranią cię
Poranią cię
Chciałbym móc przebić się
Lecz nie zniosę twej krzywdy
Nie chcę dokładać ran
Jestem przy tobie, ale sam

Trupy

Hey lisie chytry wielki
Ładnie uśmiechasz się
Schowałeś truchła swe, ja wiem gdzie leżą, widzę je
Hey czarny wybielony
Mięso na stole masz
Czaszka na czaszce leży, kości w zęby włażą wam

Trupy się ścielą gęsto nic się nie zmienia
A wy nie macie sobie nic do zarzucenia

Ukrywają trupy
Kryją je przed światem, kryją je przed sobą
Ukrywają trupy
W mahoniowych szafach, w cuchnących piwnicach pochowali je

Chowają zwłoki w swoich cuchnących piwnicach
Nie gryź karmiących rąk, siedź cicho, nie podgryzaj
Ci co chcą żreć muszą krew mieć na rękach
Mięso na stole i cuchnące mięso w zębach

Ukrywają trupy, ukrywają je

Brzydota

Szampańskie damy porzygały się
Nigdy nie były piękne, choć ładną twarz miały
W szambie pod kożuchem topią się
W niewinnych aromatach perfumują się

Był taki ktoś
Kto pozwolił, wmówić sobie, czym jest piękno
I to by tłumaczyło mi, że
Tak brzydki poczuł się

Nie, to nie ty
Ale świat, potrzebuje leczyć się

Brzydota sztucznych próżnych lal

Odwalcie się
Od śliwek
O nieidealnych kształtach
Niebawem, plastikowe drzewa zastąpią wam sady
To wy
Zastąpicie złotem kielichy gliniane
To korona próżnych kwiatów nazrywanych

Na Chama

Dobrzy ludzie, co nie życzą źle
Zapatrzeni w siebie w chama zmienią się
Jedno chce za mocno, drugie mówi nie
Jedno bardziej potrzebuje, drugie uciec chce
Nie chcą siebie krzywdzić, no i co?
Kiedy narobią przykrości, odbije się młot
Kto zawinił temu, kto tu winien jest?
To ci dobrzy ludzie, co nie życzą źle

Gdy kogoś trącasz kijem, nie dziw potem się
Obudzisz wroga w nim i zbije tobie łeb

Na chama, na chama
Pozabijają się
To dobrzy dobrzy ludzie
Nie życzą źle

Na chama, na chama
Kto tutaj winien jest?
To nieszczęśliwi ludzie
Nie życzą źle

Dobrzy ludzie nie chcą krzywdzić się
Zapatrzeni w siebie czynią sobie źle
Jedno chce spokoju, drugie mordę drze
Jedno chce zapalić światło, drugie zgasi je
To przez niego, przez nią, no i co?
I z powrotem błędne koło, wraca stare zło
Kto zawinił temu, kto tu winien jest?
To ci dobrzy ludzie, co nie życzą źle

Gdy ktoś jest nieszczęśliwy i mu bardzo źle
Bez konkretnej przyczyny atakuje cię

I kto do błędu pierwszy przyzna się
Kto zapomni swoje i przeprosi, że
W sumie to myślał o dupie swej

Gdy komuś wbijesz szpilę, nie dziw potem się
Obudzisz wroga w nim i zbije tobie łeb

Snob

Ci, co znają się na muzyce, nie lubią przebojów
Ci, co znają się na muzyce, nie cierpią klaskania
Ci, co znają się na muzyce, nie znoszą melodii
Ci, co znają się na metalu, nie lubią wieśniactwa

Snob Snob Snob
Oświecony w gustach
On ma te właściwe
Reszta się nie zna się nie zna
Kiepska muzyka
Żenujące słowa
Melodia za prosta
Boli go to, boli, boli

Ci, co się znają na jedzeniu, nie lubią kebabów
Ci, co jadają w restauracjach, nie cierpią bigosu
Ci, co się znają na kulturze, nie pójdą do kina
Ci, co się znają na dramatach, lekceważą komedie
(ten, kto się śmieje, musi niepoważnym być)

Nastolatki dobrze bawią się
Bo nie mają kija w dupie, nie
Kto już bawić nie potrafi się
Niech się swoją żółcią dławi, niech ta żółć go trawi

Musisz nauczyć się wrzucać na luz
Musisz czasem wrzucić sobie na luz
Dramat wielki i współczesny, ale luz
Fajnie, że znasz się na wszystkim, ale trzeba wrzucić luz

Amore Mio

Był taki fiut
Panem się zwał
Rozkochał dziewczę
Bo bzykać się chciał
Po trzech miesiącach
Zostawił ją
Samą ze sobą
Rozkochaną i złą

Nawet nie widzisz jak znieczulica wynaturzyła cię
I jaki dupek z ciebie zrobił się przez miłość do siebie

Nie ma miłości (hej)
Nie ma miłości (hej)
Dla twojej przyjemności
Nie ma miłości (hej)
Bez wzajemności (hej)
Bez odpowiedzialności

Amore mio
Aby ci było miło
Bierz wszystko to co chcesz
Nie ograniczaj się
Wszystko jest twoje

Amore mio
Aby ci było miło
Bierz wszystko to co chcesz
Dla przyjemności weź
To wszystko jest dla ciebie

Bierz, bierz, bierz - wyżeraj mnie
Bierz, bierz, bierz - spożywaj mnie
Bierz, bierz, bierz - odżywiaj się
Bierz, bierz, bierz...

Wal się na ryj
Trzeba mu rzec
Bo kłamał pięknej
By móc spuścić się
Ukradł niewinność
Skrzywdził ten kwiat
Użył to dziewczę
I serce jej zjadł

Tu sei mio fiore
Ti amo sempre per sempre
Tu sei il mio bambino
Tutto il mondo e tuo

Serce

Tu nie chodzi o to, że musisz być najmądrzejszy
Zostaw to tym szczurom głupim, jesteś najważniejszy
Tu nie chodzi o to, że musisz zawsze być zajebisty
Nieważne, co zrobisz synu, jesteś dla mnie wszystkim

Całym moim sercem kocham cię
Dziękuję, że jesteś kocham cię
Całe moje serce kocha cię

Tu nie chodzi o to, że musisz być najładniejsza
Zostaw to tym pustym pindom, jesteś najpiękniejsza
Tu nie chodzi o to, że musisz ciacho mieć za męża
Zostaw to tym próżnym lalkom, miłość niech zwycięża

Najważniejsza lekcja synu
Abyś zapamiętał
Miłości nauczyć cię
Przekaż ją, pamiętaj
Najważniejsza lekcja córko
Abyś ty umiała
Kochać kogoś z głębi serca
Miłości ufała

Tu nie chodzi o to, że musisz nosić drogie rzeczy
Rozpieszczone pacholęta trudno jest wyleczyć
Tu nie chodzi o to, że musisz ofiarą być zadęcia
Ważne, co masz w środku, nie jak wychodzisz na zdjęciach

(Ref.)

Paznokcie

Chciałbym móc wreszcie spać
A słyszę wciąż twój płacz
Już nie chcę cię kneblować
Wypłacz się w moich ramionach
Krzycz by cię słyszał świat

Strach, pluszowe lalki, porwane w strzępy
W objęcie wzięła cię zimna miłość świata
Śmierć, pluszowe lalki, porwane w strzępy
W objęcie wzięła cię zimna miłość

Jak ja mam z tobą żyć?
Ty będziesz ciągle wyć
Niczym cię nie znieczulę
Choć niech cię mocno wytulę
Oczyść się mały, płacz

Jesteś za głupi
By to zrozumieć
Ja ci tłumaczę
Ty nie pojmujesz
Dłonie aniołów
Zimne w dotyku
Lecz ich martwe paznokcie zranią ciebie mocniej

Patroni

 

FACEBOOK


Strict Standards: Only variables should be assigned by reference in /modules/mod_smeFacebookLikeBoxSidebar/tmpl/default.php on line 13

Projekt strony:

Kontakt: